Moda i styl współczesnego mężczyzny

Obsługiwane przez usługę Blogger.

FPFWP część druga, ostatnia

Jak obiecałem, tak też czynię.

Dzisiaj słów kilka o  dniu czwartym, a dokładniej o tym co tego dnia miałem na sobie, bo o smakowite opisy samej imprezy zatroszczyli się już nasi czołowi blogerzy. 
Zauważułem, że zdaża mi się coraz częściej lokować swoje stylistyczne upodobania w pozornym rozgardiaszu wskazującym raczej na ubieranie się w pośpiechu (co jest prawdą) w przypadkowo napotkane na swej drodze rzeczy(to już nie do końca, ale nie ma na to reguły), niż w wymuskane stylizacje zapinane na ostatni guzik...i bardzo mi się ten stan rzeczy podoba. Ale o tym w kolejnym poście, bądź też za posty dwa ; ) 

FPFWP, część pierwsza

Cześć, czołem!

Kompletnie nie wychodzi mi ostatnio rozpisywanie się na jakikolwiek temat, a dokładniej wygospodarowywanie czasu na tę że czynność. Niestety i dzisiaj nie będzie inaczej.

Z racji faktu czterodniowego pobytu na Fashion Philosophy Fashion Week Poland miałem okazję pobawić się nieco odważniejszymi i bogatszymi formami, które z klasyczną męską elegancją mają tyle wspólnego, co ja z wiedzą na temat mody w ogóle. Dlatego też pozwolę sobie na milczenie zamiast podsumowania całej imprezy, tym bardziej, że z jedynego pokazu, na który udało mi się wybrać, najbardziej przypadła mi do gustu muzyka (Rebeka na żywo).

Black jacket, red duck, cheeky smile, no bike...

Heja hoł! 
Komputer już jest, ale z czasem w dalszym ciągu ciężko, ponadto od środy do niedzieli FPFWP w Łodzi. Swoją drogą, śmiało zaczepiajcie, jeśli ktoś mnie zauważy ; )
W związku z powyższym dzisiaj również treść będzie tylko marginalnym dodatkiem do zdjęć.

Tak jak w poprzednim poście, główną osią jest chusta z motywem kaczek (istną kopalnią tego typu skarbów są wszelakiej maści lumpeksy / second hand'y - i tu szybka odpowiedź naj jedno z zadanych mi pytań, tak korzystam z ich usług ; ) ). Tym razem jednak postawiłem na bardziej motocyklowo-rock&roll'owy look wymieszany z południową zawadiacką "elegancją", zresztą sami zobaczcie co z tego wyszło:

Duck You!

W dalszym ciągu pozbawiony jestem swojego komputera, ale ile można czekać na lepsze czasy?
Intensywnie ale niezbyt długo, taki też będzie dzisiejszy post.

Ostatnio, ogarnięty typową dla mnie, około wiosenną melancholią, uciekam w marzenia o domu położonym nad górskim jeziorem, samotne wypady w głąb lasu, motocyklowe wędrówki po pustkowiach i inne tego typu przejawy dzikości serca ;)

Wspaniałym ukoronowaniem tego "snu drwala" jest moja dzisiejsza stylizacja. Flanelowa koszula wraz z cienką, aczkolwiek ciepłą, pikowana kamizelką jeździecką, obszytą brązowym zamszem, mówią same za siebie. Znoszone dżinsy oraz chusta z motywem szybujących kaczek potęgują jeszcze bardziej urok "zawadiackiego chłopaka z sąsiedniej farmy". Wiadomo, z takim konie kraść. A jak coś kraść, to w wygodnych butach, dlatego wybór ponownie padł na moje CLAE ; )

"Adidasy"

Cześć!

Planowałem poruszyć (czyt. rozpisać się niemiłosiernie) dzisiaj temat nonszalancji w modzie męskiej inspirowanej klasyką oraz zabawy elementami, z tą klasyką, nie mającymi zbyt wiele wspólnego ( np. moje buty z dzisiejszej sesji). Tak się jednak składa, że przedwiośnie jest nieznośne nie tylko dla mnie. Otóż mój kochany, biały macbook, który służył mi dzielnie przez ostatnie 6 lat, wydał dzisiaj ostatnie tchnienie i odszedł do lepszego miejsca dla wszystkich komputerów tego świata...
Obecnie pracuję na jego złym bracie bliźniaku, który za nic ma sobie więź jaka,  przez te wszystkie lata, łączyła mnie z jego ziomkiem. No cóż, bywa i tak, o nonszalancji (zwanej przez Włochów "sprezzatura") będzie jeszcze czas porozmawiać.

Poliż Street Style


W ostatnim czasie, ponownie zresztą, moją głowę zaczął zaprzątać temat poziomu naszej mody ulicznej, a w szczegółności aspekt estetyczny tego całego zjawiska (czyt. brak takowego w większości przypadków) oraz przełożenie powyższego na rynek modowo-uliczny w Polsce.
Nie staram się tu być za wszelką cenę uszczypliwy, czy też krytyczny ponad miarę, przedstawiam swój punkt widzenia, tak więc jeśli ktoś nie chce poczuć się dotknięty niech dalszej części po prostu nie czyta ; )

Winter Mariner

Velkommen!

Zastanawiałem się jaki temat dziś poruszyć w części pomijanej przez większość "wzrokowców koncentrujących się na kolorowych obrazkach" i przyznam szczerze, że aż do tego momentu nie podjąłem ostatecznej decyzji...

Ok, nie będę dziś marudził, więc padło na obiecaną historię ze złamanym kluczem w roli głównej, za którą to rolę otrzymał złotą malinę oraz wyrok śmierci, ale po kolei:

W ubiegły poniedziałek moją misją było odwiedzenie 3 sklepów, w Łodzi, Kielcach oraz Częstochowie, odebranie gablot, bezpieczne zapakowanie tychże do powieżonego mi w tym celu dostawczego samochodu oraz nie mniej bezpieczny powrót do bazy. Nic wielkiego, standardowe zniszczenie Gwiazdy Śmierci. Okazało się jednak, że nie do końca praktyka poszła w parze z teorią...


Mustard Man


Hej!

Właśnie wróciłem z małego, wieczornego biegania (zainspirowany filmem "Poradnik pozytywnego myślenia" - przyjemnie się ten obraz ogląda, polecam;)). 
Lubię ten moment kiedy moja pamięć operacyjna zajęta jest tylko zadaniami typu "lewa, prawa" czy "wdech, wydech". Mam wtedy trochę czasu na przemyślenie i poukładanie w głowie innych tematów, które normalnie, w ciągu dnia, spychane są na boczne tory.
I tak, rozmyślałem sobie między innymi o stronie merytoryczno-technicznej mojego bloga. Stronę wizualną podciągnąłem na mniej żenujący poziom ostatnimi czasy (dzięki za wskazówki, Pati;)). 
Jeśli komuś chciało się zagłebić w okolice początków mojego pismaczenia (zamierzchłe czasy listopada 2012 roku), bądź też przeczytać mój "manifest"(rubryka "o mnie"), mógł zauważyć że pisałem wtedy o kreowaniu własnego stylu i o tym, że nie musi być to proces kosztowny. 
Otóż, podtrzymuję to zdanie, a co więcej, od teraz będę informował co, gdzie i za ile kupiłem (może komuś ta wiedza się przyda, tak czy siak informacja/wiedza lubi być wolna, nie będę jej więc zatrzymywał tylko dla siebie). Jeśli będą to rzeczy warte dokładniejszego opisania ( na przykład ze względu na ciekwą historię lub wyjątkowo atrakcyjny stosunek jakości do ceny, jak chociażby w przypadku mojego nowego, wełnianego garnituru wartego ponad 800 zł, a zakupionego za całe&okrągłe 105 zł ;) ) postaram się te tematy rozwijać.
Podsumowując powyższe:

"Cześć, jestem Outdersen i jestem szafiarką (szafiarzem?!)"

And the Winter is...


W sumie nie taka znów winter, bardziej wczesno późno średnia jesień. Tak czy siak, przyjemna pogoda, na jakiś autdorowy fotoszuting. Tym razem zapuściłem się w "teren" pozostawiając bezpieczne uliczki wokół mojego mieszkania na rzecz nieprzemierzonych połaci miejskiego parku. Nic, tylko brać Nova Scotia Duck Tolling Retriever'a i urządzić polowanie na kaczki.
Tak, wiem, pikowana kurtka "jeździecka" to absolutnie oklepany element garderoby w chwili obecnej, ale nie mogłem się powstrzymać przed nabyciem takowej. Na swoje usprawiedliwiene dodam tylko, że kupiłem wersję oliwkową, rzadziej spotykaną na ulicach, za to jedyną napotkaną na wyprzedażowych wieszakach "zary" ...Na szczęscie dla mnie ;)

Francja - Włochy - Norwegia - Polska

Na wstępie miałem pomarudzić jak to ciężkie jest pisanie postów i ile energii oraz czasu pożera, ale tak nie jest, więc o tym nie napiszę. Napiszę za to o moim małym epizodzie w roli "hobbiciego" modela.

I tu miejsce na dygresje:
1. dla niewtajemniczonych: mam 177 cm wzrostu, jestem więc modelem 1:2 przeciętengo faceta,
2. dla niziołków takich jak ja: w Chinach można przedłużyć kończyny operacyjnie -> nacinanie kości + szyny + rozciąganie = 1 cm / miesiąc, tona vicodinu rocznie, aż do śmierci oraz nieustanne konsolidajce kredytów konsolidacyjnych.

Wracamy do tematu.
Jak to zazwyczaj bywa, cała historia ma swój początek w przypadkowym spotkaniu dwóch przypadkowych osób, w nie mniej przypadkowym miejscu, zwieńczonym przypadkową rozmową.
Przypadkowe miejsce to warszawskie SOHO, w czerwcowy weekend roku 2012.
Przypadkowa osoba nr 1 to Maxime, francuz mieszkający od kilku lat w Polsce, pełen optymizmu i świeżego podejścia do tematu własnej firmy.
Przypadkowa osoba nr 2 to ja, przyszły autor tego "bloga".

Didaskalia mamy z głowy, możemy przejść do akcji.
Maxime zaproponował mi udział w sesji zdjęciowej związanej bezpośrednio z promocją jego najnowszego dziecka, a raczej serii dzieci, tj. OSTFOLD cases. Bajdełej, Ostfold jest jednym z 19 okręgów w mojej ukochanej Norwegii ;)

Kolde Drikke

Hej!
Właśnie wróciłem z Bread & Butter Berlin i przyznam szczerze, że tym razem nie doznałem iluminacji,  w prezentowanych kolekcjach powiało z lekka nudą , a (męskie) stylizacje zostały, w większości przypadków, "wyprodukowane" od jednego szablonu. Mimo to, w dalszym ciągu uważam, że jest to ten rodzaj imprezy, której, jeszcze przez długi czas, będzie brakować w naszym nadwiślańskim kraju. Profesjonalnie, konkretnie i na temat, bez zbędnego nadęcia, generałów i pawich piór (chociaż kolorowo było i to jak;)!).
Wkrótce postaram się sklecić obszerniejsze podsumowanie z obu B&B-owych wypadów, w którym będzie zdecydowanie mniej marudzenia (bo to naprawdę udana impreza), a tymczasem porcja zdjęć z ostatnie..., no właśnie, czego...? Bez względu na to, Endzoj:

Wróciłem!

Ja też jestem tym zaskoczony, ale takie są fakty. Poza tym, nie dam nikomu satysfakcji oglądania mojej porażki/zniechęcenia po zaledwie trzech neurotycznych wpisach. Planuję poprzestać na milionie (a czego, to już sobie sami dopowiedzcie).
Ok, wystarczy.
Już jutro (15.01.2013) rusza kolejna edycja międzynarodowych targów street fashion (prawdziwej mody ulicznej, nie tej w polskim wydaniu), Bread & Butter Berlin. Tak się składa, że dane mi będzie, po raz kolejny, cieszyć oczy i serce panującym tam klimatem, którego namiastka (z poprzedniej, letniej edycji) poniżej. Zdjęcia zrobione scyzorykiem, endzoj: